I przyszła wiosna;-)

I przyszła wiosna;-)

Nie, wcale mi nie odbiło:-) Taki przywilej, mogę mieć wiosnę w grudniu, powiedzmy że na razie przedwiośnie, ale dobre i to. Bo wszystko w życiu ma swoje plusy, nawet choroba, tylko że guzik ją obchodzą pory roku albo  Święta;-). No właśnie, Święta podobno idą, a ja jestem dobry miesiąc do tyłu. Dom trzeba ogarnąć, wikt świąteczny zaplanować, pomyśleć o prezentach, nadrobić zaległości w pracy - trochę  dużo tego jak na dwa tygodnie. W związku z powyższym podjęłam wczoraj odważne wyzwanie pod tytułem "gonię święta" i  zabrałam się za nieporządki;-) czyli świąteczne kartki na anulkową zabawę>>.  Miałam sobie ten miesiąc odpuścić, ale przez cały długi rok co miesiąc się meldowałam z tymi swoimi wyklejankami więc nie wypadało dać za wygraną. Karteczki bardzo szybkie i proste, dopasowane do wytycznych Natalii>> czyli grudniowej projektantki.
Są dzwoneczki na dechach...



jest choinka z prezentami...



 i zima za oknem albo w ramce, chociaż u mnie to chyba wygląda jak w telewizorze:-)



Dopełniając formalności dorzucam oczywiście banerek z inspiracjami Natalii oraz kolaż dla Ani.


Korzystając z papierowego nieporządku wykleiłam jeszcze jedna kartkę. To było dopiero wyzwanie, bo to miała być specjalna kartka świąteczna dla pewnego wielbiciela folku. Wiecie, że ja kocham folk, ale niekoniecznie na bożonarodzeniowych kartkach;-) Trochę czasu zajęło mi dumanie jak te dwa wiosenno-zimowe światy połączyć, ale w końcu wymyśliłam sobie tak...

Mnie się podoba, wieje optymizmem:-)

A kartka jest dla jednego z mieszkańców domu Pomocy Społecznej w Niegowie. Od trzech lat podsyłam tam karteczki i drobne upominki dołączając do corocznej Robótki>>. Gdyby ktoś miał ochotę podzielić się świątecznym życzeniem z tymi, którzy bardzo naszych ciepłych myśli potrzebują, to zachęcam.
https://jestrobotka.blogspot.com/2017/11/robotka-2017.html

A ja uciekam gonić Święta i bardzo serdecznie Wam dziękuję♥ za wsparcie i dobre słowa, które w różny sposób do mnie dotarły w ostatnich dniach. 

Pozdrawiam świąteczno - wiosennie:-)

Na drogę.

Na drogę.

Kolejny mały człowieczek wyruszył w swoją wędrówkę. Na drogę, jak zwykle, postanowiłam wyposażyć go w dobre buty.







Oczywiście nowe buciki potrzebowały stosownego opakowania;-)



Ponieważ zima za pasem więc korzystając z przymusowego aresztu domowego;-) wydziergałam jeszcze skromniutki i prosty kocyk. Po raz pierwszy sięgnęłam po włóczkę szenilową, dedykowaną specjalnie dla dzieci (Himalaya Dolphin Baby). Niewątpliwie jej miękkość i puszystość jest niesłychanie kusząca, ale nie do końca potrafiłam zdecydować się na wzór, bo efekt dziergania jest jednak zupełnie inny, niż w przypadku "zwykłej" włóczki.

Dzięki dobroci i hafciarskim umiejętnościom Marysi>>, kocyk został spersonalizowany. Marysiu serdecznie dziękuję w imieniu swoim i Kubusia.







Szczęśliwej drogi Maluszku ♥


Przepraszam za kiepską, bardzo listopadową jakość zdjęć. 
Pozdrawiam bardzo serdecznie:-)

Ciche dni.

Ciche dni.

Coraz bliżej zima, może będzie biała i mroźna, a może ciepła i szara od deszczu. Jedno jest pewne, zima na pewno będzie cichutka. Bo przecież zima to cisza, przyroda śpi spokojnie czekając wiosny. Nie brzęczą owady, milkną wszędobylskie wróble i jedyne co budzi mnie każdego ciemnego  poranka to terkot budzika, nieodłącznego towarzysza życia, który nie milknie cały rok:-) Za to długie jesienne wieczory sprzyjają rękodzielnikom. Łapiąc oddech od codzienności supłam sobie, dziergam, kleję... nierzadko z takim zapałem, że skutecznie zapominam o czekającym mnie za kilka godzin poranku. Część tego wieczornego urobku oczywiście zawiśnie na domowej choince, a część powędruje w świat.  Tym razem do "dobrych ludzi"  poleciały śnieżynki szydełkowe. Wydziergane według mojego wzoru (szczegóły tutaj>>), ale upięte sposobem Gosi>>, który chyba nadał im dodatkowej lekkości i delikatności.




Zapakowałam je razem z dobrym, świątecznym życzeniem.





Mam nadzieję, że się spodobają:-)

Też jestem ostatnio wyjątkowo mało gadatliwa. Gromadzę zapasy energii na przetrwanie zimy, tej za oknem i tej mojej własnej, niezależnej od pór roku. Ta moja jest niezmiennie biała i zimna, czasem krótka, a czasem dłuższa,  ale jak do tej pory zawsze kończyła się wiosną. Powtarzam sobie cichutko w tej wieczornej ciszy, że i tym razem to się nie zmieni, więc oby do wiosny:-)


Jak się nie ma co się lubi...

Jak się nie ma co się lubi...

to się lubi co się ma.  Najprostsza recepta na szczęście:-)  Listopad był dziś tak bardzo listopadowy, że nawet pies nie chciał iść ze mną na spacer. Wychodząc naprzeciw pogodzie zabrałam się więc za moją "ulubioną" czynność, czyli usztywnianie śnieżynek, między innymi frywolitkowych. Część z nich powstała z myślą o kochaniu frywolitki, czyli kolejnym odcinku zabawy frywolitkowej>> prowadzonej przez Renię>> i Justynkę>>. W tym miesiącu mieliśmy sobie przypomnieć parki odwrócone. "Nie lubię ich robić" - napisałam w komentarzu, kiedy Justynka zapodała temat listopadowy.  To nieustanne przekładanie czółenek i zmiana taktyki z klikania na "bezklikanie" (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi) zawsze mnie denerwowało więc raczej omijałam skrzętnie wzory z tym elementem technicznym. Teraz też miałam w planach co najwyżej jakąś niewielką śnieżynkę, bo oczywiście cały czas mam nadzieję, że jednak będzie śnieżynkowa choinka w tym roku;-).  Okazało się dziś, że wśród urobku do usztywniania znalazłam tyle parek odwróconych,  że sama jestem zaskoczona swoim uporem w dążeniu do szczęścia;-)
Śnieżynek z kółeczkami odwróconymi  powstało w sumie sześć, skorzystałam ze wzorów Agnieszki Przeniosło, Iwony Zajdel oraz dość znanego wzoru pochodzącego z książki Lene Bjorn. Zdjęcia kiepskie jak pogoda, ale cóż...






 



A żeby trochę paluchy rozmrozić, to w międzyczasie usupłałam jeszcze serduszkową zakładeczkę, w której też się parki odwrócone znalazły, wzór serduszka znajdziecie tutaj>>



Oczywiście wszystkie parki wrzucam do zabawy o ile się zmieszczą:-D



Frywolę ostatnio na potęgę, co noc cykam jak świerszcz za kominem;-) Niestety, albo i "stety" w najbliższym czasie od frywolitki sobie odpocznę. Zostałam szydełkową testerką Szuflady>>  i czeka na mnie taka cudna paczuszka :-D


Co w niej jest, jak mi się testowało i co wyszło z moich pomysłów, których nieoczekiwanie  mam nadmiar,  opowiem w stosownym czasie, o ile mnie listopad nie zdmuchnie zupełnie, bo ja nie lubię listopada, ale to już wiecie;-)

Pozdrawiam:-)
Koń jaki jest każdy widzi:-)

Koń jaki jest każdy widzi:-)

Tak przynajmniej twierdził w XVIII wieku Benedykt Chmielewski, autor pierwszej, polskiej encyklopedii powszechnej. Między innymi konia, a właściwie konika na biegunach zadała nam Renia>> w kolejnym odcinku zabawy kartkowej u Ani>> .  Cóż, jak się za chwilę przekonacie, ta tytułowa definicja , nie jest wcale taka oczywista, przynajmniej dla mnie:-)  Karteczki wykonałam z prawdziwą przyjemnością wczoraj bardzo późnym wieczorem i dopiero dziś, kiedy zabrałam się za ich sfotografowanie dostrzegłam okiem obiektywu, że mój konik w ciągu nocy zmienił przynależność gatunkową:-). Rzeczona kartka nawet mi się podoba...




tylko, konik jest raczej reniferem, ale w końcu w mojej świadomości pozostałej z dzieciństwa  na biegunach to może być tylko koń i tak już zostanie, najwyżej mnie Ania z Renia pogonią:-)
Na kolejne zadanie, czyli koło lub owal 3D miałam mnóstwo pomysłów, stanęło na okoliczności Bożego Narodzenia i takiej trochę zmiksowanej kompozycji...



Najwięcej problemów miałam z kartką według mapki, bo przyznam, że takich kartek bardzo  nie lubię robić. Wynika to pewnie z tego, że moje kartki są raczej ubogie w elementy i to właśnie kompozycja jest dla mnie zawsze najlepszą zabawą. Tutaj się raczej kompozycyjnie nie wykazałam,  jakoś nie potrafiłam zgrać tych wszystkich elementów i sztywno narzuconego rozmieszczenia. Patrzę na tą kartkę i zadecydowanie coś mi tu nie gra, nawet wiem co;-) tylko nie mogę poprawić, bo wtedy by mapkę szlag trafił;-) Zostanie więc jak być musi...



Dołączam kolaż oraz banerek z inspiracjami Reni, z nadzieją, że ten renifer na biegunach zostanie mi darowany:-) 




Listopad to dobry miesiąc na klejenie kartek, przyjemnie zasiąść sobie przy biurku w ciepłym domu z kubkiem gorącej czekolady i poczuć, że coraz bliżej Święta, a potem... znowu wiosna i lato:-) Chociaż wśród tego ponurego, listopadowego czasu letnie wspomnienia ciągle gdzieś żywe. Jedno dostrzegłam dziś w ogrodzie...,


a drugie przywędrowało do mnie z drugiej strony ulicy, w postaci przepięknego, minimalistycznego haftu. Letni motyl z zadumaną (jesiennie?) damą w kapeluszu, czyli cała ja:-)

 Marysiu>> bardzo serdecznie dziękuję ♥



Pozdrawiam:-)

Copyright © 2014 Papierolki , Blogger